Wdowa po strażaku z Czarnobyla: Po emisji ludzie mówili, że zabiłam dziecko ( darosoldier )

@Cavaan: @sehnsucht: Z relacji Ludmiły Ignatienko zapisanej w książce Krzyk Czarnobyla:

Następnego dnia, kiedy przyszłam, leżeli już osobno, każdy w oddzielnej sali. Kategorycznie zabroniono im wychodzić na korytarz. Obcować ze sobą. Przestikiwać się przez ścianę. Lekarze tłumaczyli to tym, że każdy organizm różnie reaguje na odtrucie i to, co jeden wytrzyma u drugiego może być ponad siły. Tam gdzie leżeli okładali szkłem nawet ściany. Z lewa, z prawa i piętro nad nimi. Wszystkich stamtąd wynieśli, ani jednego chorego. Nikogo pod nimi i nad nimi.

Otrząsnęłam się. Wracam – na jego stoliku pomarańcza. Wielka, nie żółta, różowa. Uśmiecha się:
– Gościniec dla mnie. Bierz.
A pielęgniarka przez folię pokazuje, żeby nie jeść.

Urywek jakiejś rozmowy. W mojej pamięci. Ktoś oświadcza:
Nie wolno ci zapominać, że masz przed sobą nie męża, nie ukochanego człowieka, lecz radioaktwny obiekt z wysokim wskaźnikiem skażenia. Jesteś samobójczynią? Weź się w garść.

Kiedy wszyscy zmarli, w klinice zrobiono remont. ściany odarli z tynku, zerwali parkiet i wynieśli. Stolarkę.

Wszyscy się zjechali. Jego rodzice, moi. Kupili w Moskwie czarne opaski. Przyjęła nas nadzwyczajna komisja. Wszystkim mówiono to samo: ciał waszych mężów i synów oddać nie możemy. Są bardzo radioaktywne i będą pochowane na moskiewskim cmentarzu w specjalny sposób. W cynkowych trumnach, pod betonowymi płytami.

Co jak co, ale bez potrzeby sowieci nie marnowaliby kasy na remont i na pogrzeb w specjalnych warunkach. Z tego wynika, że ciała nie tylko były napromieniowane, ale również promieniowały.
Ps. z powyższego jasno wynika, że Ludmiła wiedziała o zagrożeniu.